Stowarzyszenie „Dorośli-Dzieciom”

Stowarzyszenie „Dorośli-Dzieciom” z Sępólna Krajeńskiego działa od 1999 roku. Pierwszy projekt wolontariatu zrealizowali w roku 2005. Główne obszary aktywności Stowarzyszenia to: edukacja, pomoc społeczna, aktywizacja, również osób z niepełnosprawnościami, wyrównywanie szans, informacja i kultura.
 
 
  • Ilu wolontariuszy przyjęliście do tej pory?

W naszej organizacji gościliśmy 74 wolontariuszy, a w Stowarzyszeniu Aktywnych Społecznie w Więcborku, którego projekty koordynujemy – 15.

  • A ilu wysłaliście za granicę?

Dotychczas 8 wolontariuszy.

  • Z jakich krajów najczęściej pochodzili?

W ostatnich latach najczęściej gościliśmy wolontariuszy z Gruzji, Armenii, Rosji, a także z Turcji, Hiszpanii, Portugalii i z Włoch.

  • Jaka jest najbardziej odległa miejscowość, z której przyjechali?

Zdaje się, że ze stolicy Azerbejdżanu, Baku.

  • Co zyskujecie na współpracy?

Pierwszych wolontariuszy przyjęliśmy 15 lat temu. Jak to często bywa, zaczęło się od przypadku. Skorzystaliśmy z zaproszenia innej organizacji do udziału w wolontariacie, nie wiedząc kompletnie, co to jest i jak się do tego zabrać.

Pierwsze doświadczenia były tak ciekawe, że kontynuujemy tę przygodę do dzisiaj. Nadal jesteśmy pełni entuzjazmu, tak jak na początku. Chcemy dawać sobie i wolontariuszom szansę na rozwój i dzielenie się wiedzą. Wolontariat jest okazją do doświadczania i pokazania tego, co łączy, a nie co dzieli, a to w dzisiejszych czasach wydaje się sprawą bardzo istotną.

Chcemy pokazywać, że inny kraj, religia, pochodzenie czy kolor skóry nie mają najmniejszego znaczenia w tworzeniu pozytywnych relacji międzyludzkich, a różnorodność kulturowa jest wartością samą w sobie.

Dzięki bezpośrednim kontaktom ze wspaniałymi, młodymi i odważnymi wolontariuszami z innych krajów nie tylko wzajemnie się poznajemy, ale również wpływamy na świadomość społeczności lokalnej, wzrost tolerancji, zrozumienia i szacunku dla każdego człowieka.

  • Czym zajmują się wolontariusze?

Przede wszystkim pracują w instytucjach, które prowadzimy lub współprowadzimy. Są to: warsztat terapii zajęciowej dla osób z niepełnosprawnościami; świetlica terapeutyczna dla dzieci i młodzieży z rodzin zagrożonych wykluczeniem społecznym; Centrum Małego Dziecka i Rodziny oraz Klub Młodych Twórców.

Ponadto wolontariusze pomagają instruktorom w organizowaniu zajęć z podopiecznymi, odrabiają z dzieciakami lekcje. Poza tym aktywnie działają na rzecz społeczności lokalnej, biorą udział w rozmaitych piknikach, warsztatach na temat swoich krajów.

  • Czy obecność wolontariuszy zmieniła lokalną społeczność i Waszą organizację?

Na pewno tak! Nasza organizacja zyskała nowe, międzynarodowe doświadczenia, które były wstępem do realizacji innych projektów z udziałem partnerów zagranicznych. Społeczność lokalna stała się zaś bardziej otwarta na obcokrajowców i ich kulturę. Wolontariusze zawsze wzbudzają ciekawość. Wydarzenia z ich udziałem cieszą się popularnością nie tylko wśród dzieci i młodzieży.

  • Jakie wytworzyły się relacje między wolontariuszami a otoczeniem, w którym pracowali?

Określiłbym je jako przyjacielskie. Nie wprowadzamy jakichś sztucznych podziałów, hierarchii, wolontariusz jest członkiem zespołu. Wydaje mi się, że czasami te relacje są nawet zbyt bliskie... To dobrze, oczywiście, chociaż na końcu projektów często pojawiają się łzy.

  • Przed jakimi wyzwaniami stajecie, zapraszając gości z zagranicy?

Na początku każdego projektu największym wyzwaniem jest chyba język obcy. W naszych instytucjach nie wszyscy pracownicy mówią po angielsku. Również dzieci czy osoby z niepełnosprawnościami nie znają tego języka wystarczająco dobrze. Ale tu z pomocą przychodzi nam technologia, internetowe translatory.

Wyzwaniem jest też wprowadzenie wolontariuszy w nasz system pracy, nauczenie ich punktualności. Czasami mija kilka tygodni zanim goście, szczególnie ci z Europy Zachodniej, przyzwyczają się, że zaczynamy zawsze o godzinie 9:00, a nie o 11:00. Kolejna rzecz to oderwanie ich od telefonów komórkowych, z którymi spędzają dużo czasu.

  • Jaka zdarzyła się Wam zabawna historia?

Było ich naprawdę wiele. Bardzo często wynikają z nieznajomości języka czy różnic kulturowych. Jedna z naszych wolontariuszek z Włoch dopytywała w sklepie mięsnym, czy ma przed sobą wołowinę. Nie znała polskiego słowa, więc powiedziała „muuu”. Sprzedawczyni zaprzeczyła wydając odgłos świni. Z kolei gdy po raz pierwszy gościliśmy wolontariusza z Turcji zbulwersowało nas, że przywołuje chłopca w taki sposób, w jaki w Polsce psa: cmokając i stukając dłonią w udo. Okazało się, że w Turcji tak właśnie się woła dzieci.

 

  • Na pytania odpowiadał koordynator projektów międzynarodowych Daniel Wargin